DRON – SKUTECZNE WEZWANIE POMOCY?

DRON – SKUTECZNE WEZWANIE POMOCY?

Z początkiem lata moi przyjaciele i koledzy zorganizowali szybki wyjazd i zabrali mnie na kilka dni na kaniony do słonecznej Italii – oddech dla nadszarpniętego ducha, witamina D, coś dla ciała, doborowe towarzystwo – czego można pragnąć więcej ?!

Tak, jestem szczęściarzem …

podczas tego wyjazdu zrodził się pomysł, którym chciałbym Was zaszczepić …

Drugiego dnia działań, zaraz po wejściu do kanionu los kieruje nas na wypadek – upadek z wysokości 10 metrów, w konsekwencji którego dochodzi do urazu wielonarządowego, bezdechu, a następnie niewydolności oddechowej, wstrząśnienia mózgu, …).

Wszystko to dzieje się gdzieś w Alpach w głębokim kanionie (w jego górnej części z dala od wyjścia na szlak czy jakiejkolwiek drogi, bez możliwości powrotu do wejścia do kanionu). Akcję rozpoczynamy i prowadzimy w dwie osoby, oczywiście w oparciu o dość dobrze wyposażoną apteczkę. Następnie jeden z nas, ze względu na brak zasięgu GSM w miejscu zdarzenia, podejmuje działania mające na celu wezwanie pomocy – bez helikoptera i pomocy z zewnątrz nie mamy szans.

Proces ten będzie jednak wymagał rozdzielenia się i poszukiwania wyjścia z kanionu, a następnie wychodzenia z niego i wdrapywania się urwiskiem gęsto porośniętym lasem do miejsca gdzie telefon „złapie sieć” (choć jedną kreskę) – będzie to potężna strata czasu i jednoczesne ograniczenie sił potrzebnych do prowadzenia działań ratowniczych w miejscu zdarzenia, w tym resuscytacji, z którą przy takim urazie musieliśmy się liczyć (przy poszkodowanym zakwalifikowanym do czerwonej grupy triażowej została tylko jedna osoba).

Czas ten będzie jednak przede wszystkim znaczący dla rozpoczęcia zewnętrznej akcji ratowniczej, będzie miał ogromne znaczenie dla osoby poszkodowanej wchodzącej (pomimo starań ratownika) w hipotermię i odczuwającej silny ból oraz dyskomfort oddechowy.

Akcja taka nie jest pierwszą na ścieżce 23 lat górskich aktywności i choć wcale nie była prostą do przeprowadzenia i toczyła się o najwyższą stawkę, to finalnie zakończyła się happy end’em.

Ale zanim się jeszcze finalnie zakończyła (po kilku miesiącach rekonwalescencji) usiedliśmy do defusingu grupowego (mieliśmy na miejscu Dorotkę – psychologa/psychoonkologa, zawodowo nadzorującego m.in. dyspozytorów Centrum Powiadamiania Ratunkowego 112 czy Pracowników Centrum Zarządzania Kryzysowego), wymieniliśmy spostrzeżenia, opinie, poglądy i pomysły (w ekipie była też Monika – specjalista m.in. od wykorzystania dronów w kartografii).

Jako grupa ludzi związanych z aktywnościami górskimi od lat dużą uwagę przywiązujemy do szkoleń i ćwiczeń z zakresu pierwszej pomocy, ratownictwa czy postępowania w sytuacjach awaryjnych (kilka wpisów o takiej działalności jest również na tym blogu).  Dodam, że nie zdarzają się one wcale często i skupiają na sobie uwagę naszego środowiska. Zwyczajowo wykorzystujemy więc zaistniałą sytuację do weryfikacji przyjętych procedur postępowania, analizujemy adekwatność wyposażenia apteczki do zaistniałej sytuacji, dialogujemy co można by jeszcze poprawić czy usprawnić.

Rozkminiamy też jak w tamtej sytuacji można by usprawnić wezwanie pomocy?

a może mając w apteczce małego drona!?

hmmm????

Pomysł nietuzinkowy i jak wiele innych wart sprawdzenia. Już będąc w domach siadamy z Moniką do neta i bierzemy temat na tapetę – ku naszemu zdziwieniu nie znajdujemy czegoś takiego. Owszem, są platformy latające o specyfice „RESCUE” realizujące działania poszukiwawczo-ratownicze, wspierające koordynację działań na miejscu zdarzenia/katastrofy (np. poprzez monitoring wizyjny, termowizję, retransmisję łączności radiotelefonicznej, itp.). Znajdujemy pomysły na dostarczanie drogą powietrzną defibrylatorów AED czy innego sprzętu medycznego. Jest wiele dużych urządzeń latających, też tych „szytych” pod potrzeby medyków na nowoczesnym polu walki, ale takiego, które wzbiło by się na chwilkę na ok. 100 – 140 metrów, gdzieś ponad ścianę lasu czy wąwozu i posłużyło za okno na świat dla połączenia alarmowego nie ma.

Apteczka z dronem

A co gdyby do małej, poręcznej, wodoszczelnej i odpornej apteczki o zaokrąglonych rogach dodać małego i ultra lekkiego drona z modułem GSM?

A na jej jaskrawym opakowaniu nadrukować znaki/zasady współdziałania ze śmigłowcem ratowniczym „Y” i „N” oraz ostrzeżenie, by w przypadku zobaczenia/usłyszenia śmigłowca niezwłocznie wylądować dronem?

A czego byśmy oczekiwali od samego drona?

Małe, możliwe wodoszczelne urządzenie (nieco bardziej odporne na warunki atmosferyczne i podobne do tego, którym na zdjęciu bawi się moja córka), proste, intuicyjne w obsłudze, łatwe do prowadzenia również przy umiarkowanym wietrze. Potrafiące wrócić w miejsce startu w przypadku rozładowania baterii (zasilane z baterii AAA analogicznie jak pulsoksymetr na palec znajdujący się na wyposażeniu apteczki), pomalowane na jaskrawy kolor, zawierające sygnalizację świetlną LED. Jednoznacznie informujące o statusie pojemności baterii.

Posiadające moduł GSM (działający bez karty SIM z europejskim numerem alarmowym 112 i/lub slot na kartę mikro SIM w sytuacji, gdyby urządzenie miało być użytkowane w innych rejonach świata, wystarczy wtedy zakupić lokalną kartę SIM), łączność bezprzewodową bluetooth lub opcjonalnie VHF). Do rozważenia lokalizator GSM (może pomóc w lokalizacji miejsca zdarzenia i/lub drona poprzez dedykowaną apkę).

Możliwość wykonania co najmniej dwóch pięciominutowych lotów.

 Jaka komunikacja i sterowanie?

Komunikacją poprzez bluetooth 5.0 lub opcjonalnie VHF – eliminacja opóźnień zwłaszcza w przesyłach modulacji. Najbardziej prostą funkcjonalnością wydaje się wykorzystanie aplikacji, która skomunikuje smartfona z dronem tak w sferze sterowania urządzeniem latającym, jak i podczas przekazywania połączenia telefonicznego (najprostszym wydaje się umieszczenie modułu GSM w dronie, co pomoże również rzadko rozmieszczonym w terenie górskim stacjom bazowym GSM/GPSR w lokalizowaniu rejonu, z którego wychodzi połączenie).

co z aplikacją?

Pracująca z systemem operacyjnym Android, IOS, Microsoft.

Intuicyjny panel prowadzący przez procedurę wezwania pomocy, startu, lokalizacji do lądowania. Zawierająca funkcją latarki, zestawu głośnomówiącego, instrukcję udzielania pierwszej pomocy (w tym głosową) z możliwością podawania rytmu uciśnięć klatki piersiowej oraz informacji jak należy się zachować po zobaczeniu/usłyszeniu śmigłowca.

Warto rozważyć również możliwość integracji takiego produktu z darmową aplikacją „RATUNEK”, bardzo fajnie działającą w Polsce  w rejonach operacyjnych GOPRu i TOPRu.

Przykładowe wyposażenie uniwersalnej apteczki

– trzy pary rękawiczek ochronnych;

– maseczka ochronna do prowadzenia wdechów;

– nożyczki ratownicze;

– zestaw opatrunkowy;

– lekka szyna unieruchamiająca;

– pulsoksymetr z funkcją tętna;

– folia NRC (tzw. koc ratunkowy);

– gwizdek.

Kompromis wagi do funkcjonalności,  z możliwością dalszego konfigurowania wyposażenia pod konkretną aktywność sportową czy cel.

Przykładowi świadomi odbiorcy

sporty górskie (alpinizm, narciarstwo, kanioning, speleologia, inne)

– survival;

– sporty wodne (kajakarstwo, żeglarstwo, wędkarstwo);

– obcowanie z dziką przyrodą, myślistwo;

– sporty off-road;

– paralotniarstwo, baloniarstwo, szybownictwo;

– turystyka kwalifikowana.

Nakłady na bezpieczeństwo w sporcie

Łożąc na nasze bezpieczeństwo w górach np. inwestujemy w detektory lawinowe, sądy, łopaty, plecaki z systemem ABS, mądrzejsi o doświadczenia z ww. akcji ratowniczej na pewno powiększylibyśmy swój wyprawowy „arsenał” o drona, który może pomóc nam skutecznie wezwać pomocy. Myślę też, że takie urządzenie stałoby się  obowiązkowym wyposażeniem każdej właściwie szacującej ryzyko wyprawy.

Co dalej?

Zapraszamy do dialogu i współpracy, być może dzięki kooperacji czy wymianie doświadczeń uda nam się razem stworzyć produkt, który uratuje wiele ludzkich istnień. Pomysłu nie patentujemy, nie szukamy poklasku czy rozgłosu – szukamy osób, które chciałyby podjąć próbę wdrożenia go wespół w życie – życie, które obok zdrowia jest wartością nadrzędną.

Po mojej stronie jest bagaż ponad 15 lat doświadczeń z zakresu ratownictwa medycznego, wysokościowego, katastroficznego i zarzadzania kryzysowego. Monika Badurska dr inż. Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie ma niewiele mniej wiosen przepracowanych z wykorzystaniem technik satelitarnych czy dronów.

Monika Badurska & Krzysztof Jakucy

5 Comments
  1. Cześć,

    Fajne case-study i ciekawy pomysł. Nie pracuję w ratownictwie ani nie jestem hardcore’owym globtroterem, ale wydaje mi się jednak że ten pomysł obsługuje relatywnie niszowy przypadek gdy:
    a) w miejscu wypadku nie mamy zasięgu GSM,
    b) nie możemy się łatwo przemieścić,
    c) mamy widok na niebo umożliwiający start drona i wzniesienie się na rozsądną wysokość bez konieczności wykonywania skomplikowanych manewrów,
    d) zasięg GSM jest powyżej naszego punktu.

    Z drugiej strony złączenie przypadków a), b) i c) jest obsługiwane przez relatywnie popularne i relatywnie tanie systemy wzywania pomocy dla podróżników:
    – SPOT – fajny opis na http://napieraj.pl/spot-komunikator-satelitarny-gwarancja-bezpieczenstwa-czy-gadzet/
    – PLB (Personal Location Beacon) – fajny opis na http://dobas.art.pl/blog/plb/

    Przewagą w/w systemów są sprawne organizacje „słuchające” po drugiej stronie, gwarantujące przekazanie koordynatów GPS oraz podjęcie akcji ratunkowej. Problem jaki widzę w dronie dzwoniącym na numer 112, że operator powie kilka razy „słucham” i, po braku odpowiedzi od drona, rozłączy się. Ponadto dron jest jednak dosyć skomplikowanym i podatnym na awarie urządzeniem, w szczególności w niesprzyjających warunkach. A statystyka pewnie potwierdzi, że wypadki wymagające wzywania pomocy, zdarzają się niestety właśnie wtedy.

    Pozdrawiam,
    Marek.

    1. Rozmowa bezpośrednio z dyspozytorem czy operatorem numeru alarmowego jest bezcenna i kluczowa do uruchomienia „adekwatnej & skutecznej” akcji ratowniczej – i polega m.in. na określeniu liczby osób poszkodowanych, pozyskaniu szczegółowej lokalizacji, zdobyciu wywiadu medycznego / sytuacyjnego, zdiagnozowaniu zagrożeń pierwotnych i wtórnych, ustaleniu priorytetów, dostosowaniu środków transportu czy ewakuacji, etc.

      Słabością idei może być pogoda (np. silny wiatr) ale drony nawet te małe coraz lepiej sobie radzą z takimi warunkami, a jeśli lot będzie niemożliwy to i tak trzeba szukać pomocy z buta lub korzystać z innych dostępnych sposobów.

  2. ciekawy pomysł i dobrzy z Was ludzie, gdyby takie latające-cudo kosztowało do 600 pln, to sama bym kupiła synowi pod choinkę!

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *