Japonia

Japonia

Cała wycieczka do Japonii zajęła mi i grupie przyjaciół 2 tygodnie. Niestety, na ten kraj jest to bardzo mało czasu, dlatego jako wprowadzenie zaproponuję Wam historię Japonii na wesoło, później przedstawię Wam po trochu najważniejsze punkty naszej wycieczki.

Jak już wiemy skąd się wzięła Japonią taką, jaką teraz znamy wróćmy do mojej wycieczki.

W Japonii przywitano nas jak gwiazdy filmowe! Zaraz po wylądowaniu w Tokio zaczepiła nas ekipa TV, która przeprowadza z nami krótki wywiad, wypytując nas po co tu przyjechaliśmy, skąd wiemy o Japonii, co nas tutaj przywiodło.Podróżowanie po Japonii najlepiej oprzeć na kolei, jest ona sprawna, szybka, wygodna, no i punktualna. Najlepiej jest wykupić bilet Japan Rail Pass, który upoważnia do podróży niemal wszystkimi pociągami po całym kraju, w tym Shinkansenemai. Niestety, te najszybsze są z tego wykluczone. Pierwszym celem jest Miyajimaguchi – niezwykła wyspa z licznymi świątyniami. Znajduje się tam urokliwa brama tory, obejście jej gwarantuje załatwienie kilku ważnych spraw na tym padole – mnie się nie udało tego dokonać, ponieważ wszedłem w kadr tłumu  gapiów podczas zachodu słońca.  Zostałem „wybuczany” i w kilku językach zmuszony do wycofania się ze słusznie obranej ścieżki.

Cała wyspa jest bardzo ciekawa i kryje mnóstwo świątyń. Najsłynniejsza z nich to świątynia szioniztyczna Itsukushima Shrine – osobiście nie polecam wchodzenia do środka – dobrą perspektywę na świątynię i na torę daje oglądanie jej zza bram kompleksu. Naprawdę miejscem godnym polecenia jest kompleks świątyń buddyjskich Daishō-in.

Kolejnym celem podróży była Hiroszima i budynek-pomnik upamiętniający zrzucenie przez Amerykanów, 6 sierpnia 1945, bomby atomowej oraz Muzeum Pokoju.

Po chwili refleksji w Hiroszimie ruszyliśmy dalej do Himeji, do najsłynniejszego zamku japońskiego zwanego Białą Czaplą. Podczas naszego pobytu w Himeji  byliśmy świadkami obchodzonego właśnie Święta Sakury. Sakura to po japońsku wiśnia, a Japonia to jest kraj, który oszalał na jej punkcie.  Wiśnie są w Japonii wszędzie i są tym, czym dla Polaków gra w piłkę, wszyscy za nią szaleją,  w czasie gdy sakura kwitnie, Japończycy skupiają się na jej podziwianiu, fotografowaniu i urządzaniu w jej cieniu pikników. W Japonii są specjalne prognozy, kiedy i gdzie będą kwitły wiśnie, okres ten nazywa się Hanami i jest to czas pikników i biesiad. Jeśli chodzi o biesiady i picie tradycyjnych trunków, to polecam spróbować oprócz sake, japońskiej whisky, która smakuje lepiej od tej szkockiej.

Sam zamek w Himeji posiada  bardzo ciekawą drewnianą konstrukcję, którą można oglądać zwiedzając wnętrza zamku. Szkielet budynku opiera się na dwóch –  grubych na metr i wysokich na ok. 30 metrów cyprysach. Zamek okazale się prezentuje z zewnątrz, wnętrze jego jest dość skromnie urządzone i trochu rozczarowuje. Trudy wspinaczki na najwyższą – piątą kondygnację nagradza piękny widok na okolicę.

Z Himeji pojechaliśmy do Nary, jednej z licznych byłych stolic Japonii. Nara oczarowuje zabytkami, polecam wieczorny spacer po mieście, nasze zwiedzanie zaczęliśmy się od przejścia przez olbrzymią bramę Nandai–mom,  która w całości jest wykonana  z drewna, po jej obu stornach stoją potężni strażnicy Nio, stanowiący symbole końca i początku życia.  Po zmierzeniu się z potęgą bramy, udaliśmy się do świątyni buddyjskiej Todaiji Nigatsudo gdzie, w świetle lampionów, porozglądaliśmy się po okolicy.

Na drugi dzień udaliśmy się zobaczy świątynię Tōdai-ji  – podobno jest mniejsza o  1/3  od oryginału, który uległ pożarowi.  Obiekt robi olbrzymie wrażenie.  Jest to największy drewniany budynek na świecie.

Dodatkową zaletą tego miejsca jest możliwość zapewnienia miejsce w niebie, jedyny warunek to przeciśnięcie się przez jeden z filarów podtrzymujących konstrukcję. Dzięki przychylności losu i Buddy udało mi się przez nią przecisnąć, więc mam już miejscówkę w raju ( to już 2, jaki mam obiecany!).

Na południe od tego kompleksu, w lesie znajduje się świątynia  Kasuga Taisha, do której  prowadzi niezwykle malownicza ścieżka, wijąca się w lesie rodem z  Władcy Pierścieni  –  droga przebiega wzdłuż tradycyjnych kamiennych latarni  (polecam spacer wieczorem) .

Z Nary udaliśmy się na półwysep Wakayama, do miejscowości Koyasan, która niemal w całości składa się z klasztorów buddyjskich. Japończycy są narodem nad wyraz zorganizowanym. W trakcie rezerwacji noclegu w jednym z klasztorów w Koyasan, zostaliśmy zmuszenie do kilkakrotnego potwierdzania chęci dokonania wyboru, potem potwierdzania dokonania wyboru, potwierdzenia zgodności wyboru z naszym wyborem, chęcią zapłaty i samej zapłaty, po kilkunastu mailach i kilku dniach potwierdzania, nocleg był już zaklepany.  Niesamowitym przeżyciem jest także przybycie do takiego klasztoru! Już od progu klasztoru podejmowany jesteś jak długo wyczekiwany wędrowiec.  Japończycy są perfekcjonistami i nie lubią lub wstydzą się mówić po angielsku, rodzi to wiele wesołych sytuacji. Najczęściej w takich sytuacjach zapytani o coś po angielsku Japończycy skonfundowani zamyślają się powtarzając „etoooo eeetooo” lub włączają w swoich komórkach googletranslatora albo, w ostateczności, dzwonią do znajomych i  robią telekonferencję.

Generalnie Japończycy podchodzą bardzo indywidualnie i specyficznie do każdej czynności, ma się wrażenie, że przyświeca im zasada „im śmieszniej tym lepiej”, wszystko jest możliwie proste, funkcjonalne, komfortowe, ergonomiczne, nowoczesne, skomputeryzowane i zrobione na specyficzny japoński sposób. Dzięki temu nawet najprostsze i najbanalniejsze rzeczy, które wykonujemy na co dzień – takie jak rezerwacja pokoju, tankowanie samochodu, zakupy w sklepie zamawianie jedzenia w restauracji stają się dla Europejczyka przygodą rodem z gwiezdnych wojen.

Cały kompleks Koyasan jest wielkim przedsiębiorstwem turystycznym, każdy z ponad 30 klasztorów posiada część hotelową w którym turysta może odpocząć  i zrelaksować się przed dalszą podróżą. Dodatkowo w każdej ze świątyń można zaznajomić się z podstawami religii buddyjskiej. Koyasan w fantastyczny sposób łączy duchowość z komercją, wszystko to podane jest w bardzo przyjemny  sposób i warto to miejsce odwiedzić. W Koyasan znajduje się bardzo ciekawa nekropolia Okuno. Pośród majestatycznego cedrowego lasu znajduje się około 200 000 nagrobków, a na jej końcu stoi urokliwa świątynia tysiąca latarni, cały ten kompleks robi niesamowite wrażenie.

Z Koyasan ruszyliśmy wgłąb półwyspu Wakayama – do malowniczego wodospadu Nochi no Taki.

Następnym miejscem postoju było miasto Ise, w którym mieści się kompleks świątyń szintoistcznych Naiku, który od VII w., co 20 lat – zgodnie z szintoistycznym cyklem oczyszczenia i regeneracji – jest rozbierany i budowany na nowo. Tutaj ciekawostka -na ok 110 mln mieszkańców, ponad 200 mln osób deklaruje przynależność do różnego rodzaju religii (szintoizm, buddyzm, chrześcijanizm i inne) wynika to z faktu, że Japończycy wyznają kilka religii na raz, co jest bardzo pragmatycznym podejściem do religii – jak nie wyjdzie w jednej, to zawsze można spróbować
w drugiej.

Z Ise ruszyliśmy w kierunku Osaki. Po drodze zrozumieliśmy, czemu Japonia to kraj kwitnącej wiśni, jadąc widzieliśmy całe pasam górskie usiane kwitnącymi dzikimi wiśniami.

Osaka to bardzo nowoczesne i dynamiczne miasto, prócz dzielnicy rozrywki i zamku nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Więc bez zbędnej zwłoki udaliśmy się do  Kioto, i  były to jedne z przyjemniejszych chwil w Japonii.

 Kioto bez dwóch zdań jest niezwykłym miejscem, to miasto,  przy którym Kraków to Pcim dolny, na każdym kroku spotykamy niesamowite budowle, kompleksy, świątynie, parki oraz pałace. Na Kioto należy poświęcić minimum 2-3 dni (jest tu tyle miejsc do zwiedzania, że starczy na tydzień). Nie ma co opisywać uroków Kioto bo to i tak nie odda niepowtarzalności tego miasta. Kioto w porównaniu do pozostałych miast Japonii jest małym sennym miasteczkiem z ok  1,5 mln mieszkańców.

Z Kioto ruszyliśmy do tradycyjnych górskich wiosek, takich jak Shirakawa-go i do Toyamy.

Kolejnym, i chyba najbardziej emocjonującym etapem wycieczki była przeprawa przez Alpy Japońskie. Żeby tego dokonać staliśmy 4 godziny  w kolejce po bilety na Alpine Route.

Przeprawa przez Alpy rozpoczyna się od podróży pociągiem, następnie przesiadamy sie do kolejki  terenowej oraz autobusu, który wyjeżdża na ponad 2 tyś m. n.p.m., by przejechać przez 13 metrowe zaspy z śniegu. Potem bez pośpiechu człowiek wsiada do trolejbusu, który jedzie w wydrążonym w skale tunelu, który prowadzi do tarasu widokowego, tam zamiera się z zachwytu i chłonie atmosferę. Po chwili relaksu płynnie przechodzi się do kolejki górskiej i kolejki terenowej i zjeżdża na gigantyczną zaporę. Tam pieszo przemierza. Jej koronę, a z głośników leci kojąca muzyka, No mówię wam, że jest tam fantastycznie!

https://www.youtube.com/watch?v=AeoHoyJw2x0

Kolejny i ostatni punkt wycieczki to Tokio. Niestety na zwiedzenie Tokio zabrakło nam czasu i siły, ale nie ma tego złego, bo na pewno jest to dobry powód, żeby jeszcze raz wrócić do Japonii i zobaczyć nie tylko jej stolicę, ale także wulkan Aso, Hokaido oraz inne atrakcje Japonii.

Podczas całej wycieczki każdego dnia Japonia pozytywnie mnie zaskakiwała – uprzejmością, kulturą, otwartością i życzliwością w stosunku do  turystów.

Do tego organizacja życia codziennego, funkcjonowanie olbrzymich miast… to wszystko robi naprawdę olbrzymie wrażenie i jest to kraj, który łatwo się nie nudzi.

Pewne jest że możemy się wiele od nich nauczyć i podpatrzeć, a na pewno możemy odwiedzać ich kraj,  jak najczęściej.

 

 

One Comment
Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *