FOTOrelacja: Azory-wulkan PICO

FOTOrelacja: Azory-wulkan PICO

We wrześniu 2006 roku, spędzamy z Anią kilka wspaniałych tygodni na archipelagu Azory, na Atlantyku – gdzieś pomiędzy kontynentalną Hiszpanią, a Nowym Jorkiem w USA.

Nasz pobyt na wyspach pochodzenia wulkanicznego, zaliczanego do Makronezji obfituje w wiele atrakcji i ważnych dla naszych umysłów doznań. Dużo zwiedzamy, dzięki przychylności lokalnych rodzin,z którymi mieszkamy, wtapiamy się (jak to tylko możliwe) w społeczności lokalne kilku azorskich wysp. Jemy wspaniałe potrawy, docieramy do szczególnych miejsc, dotykamy kultury, gotujemy strawy na wulkanie, pływamy w oceanie (po raz pierwszy podglądamy na żywo rekiny i walenie), uciekamy na ulicach przed bykami, podziwiamy jaskinie powulkaniczne, przeżywamy pierwszy prawdziwy huragan, …

Wpis ten poświęcony jest majestatycznemu wulkanowi na wyspie Pico – miejscu dla mnie szczególnym spośród wielu „odwiedzonych” szczytów. Jeśli kiedyś oglądaliście kreskówki z piratami lub wizualizowaliście sobie pirackie wyspy w książkach, to tak właśnie wygląda wyspa Pico. Zielona wyspa z bujną roślinnością, posadowiona na czarnych wulkanicznych skałach z górującym nad nią wielkimi trójkątnym wulkanem o sporym kraterze, nad który wystaje jeszcze jeden szpiczasty szczyt. Pico po portugalsku oznacza „szczyt” , ten do którego zaprowadzą Was zdjęcia mierzy 2351 metrów nad powierzchnię morza.

To najwyższa „boska konstrukcja” w Portugalii oraz w obrębie całego grzbietu Śródatlantyckiego (stanowiącego 1/3 powierzchni całego Oceanu Atlantyckiego i ciągnącego się m.in. aż za Islandię).

Pod początek szlaku turystycznego podjeżdżamy terenowym pickupem. Na końcu drogi mieści się dyżurka Straży Pożarnej (która realizuje również zadania związane z ratownictwem górskim), wypisujemy się w książkę wyjść (informując dyżurnych, że mamy plany oraz ekwipunek, by nocować w kraterze wulkanu) i ruszamy górską ścieżką do góry (trudności trekkingowe jak w polskich Tatrach Zachodnich latem).

Drogę pokonujemy prawie na lekko z minimalnym bagażem. Miły kilkugodzinny spacer kamienistymi ścieżkami po traserach, czyniony przy doskonałej widoczności. W wycieczce towarzyszy nam kolega z wyspy Hui. Do krateru docieramy wieczorem, by wziąć udział we wspaniałym spektaklu pt. zachód słońca nad Atlantykiem (obserwujemy oświetlone domy i znany nam port na wyspie Fajal). Wysokość krateru i specyfika Azorów (gdzie często świeci słońce ale i popaduje deszcz) wpływa na obniżenie temperatury i jej odczuwanie. W nocy w kraterze temperatura spada do zera stopni (czasem nawet w okresie letnim potrafi spaść poniżej zera i skuć skały i szlak lodem – tak, tak w dyżurce przy parkingu na ścianie wisiały raki), wilgotność jest bardzo wysoka, okresowo zrywa się silny wiatr, nadciąga mgła (nachodzą na szczyt gęste chmury)- noc spędzamy w pozycjach półsiedzących w kamiennej kolibie, gdzieś na środku magicznego krateru.

Startujemy przed świtem, wchodzimy na najwyższy szczyt wulkanu. Tuż przed jego wierzchołkiem rozgrzewamy się nad szczeliną z której wydobywają się bardzo gorące gazy wulkaniczne (robi się ciepło wręcz błogo ale i wilgotno). Po malowniczym zachodzie słońca, jego wschód ponad chmurami jest jedną z najpiękniejszych rzeczy, jakich doznałem w życiu. Piszemy kilka sms’ów (do rodziców, do kolegów ze Stowarzyszenia WGW s12, znajomych z pracy) – herbarta z termosu, zrobione przez koleżankę Christinę z Pico kanapki i coca-colowe żelki smakują wyśmienicie.

Schodząc dostrzegamy jak niesamowity jest sam krater (jeden z wielu, jakie odwiedziliśmy tego roku na Azorach), piękny, ogromny, pełny unikatowej roślinności (która nie występuje nigdzie indziej na świecie nawet w innych miejscach Azorów) i historii o zdobywcach, wielkich podróżnikach, piratach czy turystach jak my.

Uciekamy w świat fantazji, zastanawiając się czy może nie powinna tu powstać stacja metrologiczna, że możemy się poświecić i podjąć tu pracę od zaraz, ba nawet pomóc we wnoszeniu materiałów budowlanych i niezbędnego wyposażenia. Rankiem schodzimy do samochodu, pogoda znów staje się krystaliczna, a słońce towarzyszy nam aż do samochodu.

Po drodze dostajemy SMS’a, że na dole w domu, gdzie mieszkamy (nad samym brzegiem oceanu) czeka już na nas strawa.

 

Więcej informacji o atrakcjach regionu w portalu azores.com 

 

z przyjacielską, serdeczną dedykacją dla: Ani oraz naszych azorskich Koleżanek i Kolegów: Christiny, Ruth, Deborah, Hui’ego.

 

 

FOTO: autor, Anna, samowyzwalacz

7 Comments
  1. po przeczytaniu opisu pico, już rozumiem czemu wulkan na teneryfie nie zrobił na was dużego wrażenia
    piękne zdjęcia wschodu słońca nad Atlantykiem – gratuluje! i zazdroszczę!

  2. i nie rozumiem czemu nie ma tu więcej komentarzy i kciuków w górę 🙂

  3. znów piękne zdjęcia, szok! bo myślałem ze azory to hiszpańska wyspa a nie portugalska

  4. Kocham, po prostu kocham Azory.
    niesamowite te chmury i słonce na szczycie Pico
    Ania

  5. zazdroszczę wam tych wyajzdów na wlasną rękę. inspirujecie ludzi ta wolnoscią. pienke wspomnienia

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *